RAJKEPAEI

 
 
 
Baba Jaga zakomunikowała wszem i wobec ,że zamierza wybrać się na jakiś czas do swojej bardzo dobrej przyjaciółki,
której dawno już nie widziała, za którą się stęskniła i która miała ciekawą historię do opowiedzenia, którą Jaga chciałaby
poznać.
 
-Czy to daleko? – mruknął zmęczony ostatnimi czasy domek na kurzej łapce.
 
 -Nie. Przeciwnie, Bardzo blisko. Moja przyjaciółka, tak jak ja, ma jedno ze swoich miejsc w świecie ludzi.
 
 Domek rozpromienił się słysząc te słowa – Świetnie, pani – powiedział już raźniej – świat ludzki jest taki malutki.
Bo…-tu stropił się nieco – mam nadzieję, że mówiłaś, pani, o materialnym świecie ludzkim a nie na przykład o świecie
ludzkiego serca, albo świecie ludzkiej głupoty czy też innym duchowym świecie ludzkim, bo te bywają ogromne…
 
 – Nie martw się – uśmiechnęła Baba Jaga – miałam na myśli Ziemię i jej materialny wymiar – dotrzemy tam w parę chwil.
 
 Faktycznie znaleźli się tam parę chwil później. Wzruszające było spotkanie dwóch przyjaciółek, na tyle wzruszające,
że nawet domek uśmiechnął się pod nosem, którego nie miał, ale przecież mógłby mieć, więc można było tak powiedzieć,
zwłaszcza, że byli teraz na Ziemi. Zatrzymali się u podnóża wielkiej Góry, z której unosił się nie wiedzieć czemu dym.
 Teren był to zamglony, Góra idealnie proporcjonalna, pokryta śniegami, wysoka i piękna. Przyjaciółka wiedźmy  była do niej
podobna nieco, z tym,że fryzura  jej przypominała włosy trolla, skóra miała żółtawy odcień wschodzącego słońca,
a oczy były skośne, czarne i patrząc w nie widać było rozpierającą całą postać energię, przeczącą wiekowi. Domek pomyślał
jednak, że niechybnie jak jego pani, jej przyjaciółka prawdopodobnie nie ma wieku, będąc starą jak świat i młodą jak wiosna
zarazem.
 
 Gospodyni zaprosiła ich do swojego domu, który był właściwie wszędzie dookoła Góry, na jej wierzchołku i w niej zarazem,
więc działać tu musiały jakieś potężne czary. Obie przyjaciółki usiadły naprzeciwko siebie przy okrągłym stole,
chociaż żadnego stołu tak naprawdę nie było i popijały coraz to szybciej i w większych ilościach, czerwone wino.
Po paru godzinach głosy ich stały się mocniejsze i o parę tonów głośniejsze i coraz częściej zamiast słów dobiegał z ich ust
przeciągły chichot, którego domek na kurzej łapce nie lubił zbytnio u swojej pani i dowiedział się właśnie,
że nie lubi go też u jej przyjaciółki. Śmiały się tak szaleńczo długi czas, trzymając się za brzuchy i wycierając łzy z kącików
oczu, same nie wiedząc już, co je rozśmieszyło; przynajmniej wszyscy dookoła stracili już rachubę. Trwało to czas
jakiś, po czym przyjaciółka Jagi powiedziała:
 
-Mam już dosyć bycia pijaną. A ty, moja droga?
 
 -Odczaruj to jeśli chcesz – zgodziła się wiedźma – Mam z tobą do pomówienia na pewien temat
 
-Momencik – skośnookiej czarownicy odbiło się i zachichotała znów. Rzuciła jakieś zaklęcie i mgła zniknęła z jej oczu.
– Teraz możemy mówić na spokojnie.
 
 -Na trzeźwo, chciałaś powiedzieć – sprostowała Jaga – Chciałam żebyś opowiedziała mi pewną historię.
Ostatnio kolekcjonuję je i choć kolekcja jest jeszcze mała, wszystkie zaczynają układać mi się w niezwykłą całość.
 
 – W twoich ustach określenie „niezwykłą” ma wielkie znaczenie, co bowiem może być niezwykłe dla Baby Jagi?
Coś doprawdy…niezwykłego. A jaka to opowieść, moja droga? Znam ich wiele. Ta Góra zna ich mnó