Spotkanie z przyjacielem

Drzewa – Pierwsze spotkanie z przyjacielem, czyli wybór własnego drzewa.

W tradycji wielu kultur w momencie narodzin dziecka, aby uczcić to wydarzenie sadzono drzewo. W tradycji germańskiej (ale nie tylko) dziewczynce sadzono lipę lub topolę, chłopcu kasztan, dąb lub sporadycznie klon. Mieli to być opiekunowie, swoiści bracia roślinni nowo narodzonego bytu. Zwyczaj ten zamierał powoli, by wygasnąć na dobre na początku XX wieku, choć spotkałem się ze na terenach Warmii i Mazur iż dalej jest kultywowany.

Dziś nie mamy swych drzewnych braci.

– Jak więc odnaleźć takiego opiekuna?
Można w poszukiwaniach oprzeć się na tradycjach celtyckich i dobrać sobie przyjaciela zgodnie z ich horoskopem. Później pozostaje odnalezienie go
w naturze. Możemy również inaczej znaleźć „swoje” drzewo. Jednak wymagać to będzie odrobiny cierpliwości i pewnych zabiegów.Takie poszukiwania należy poprzedzić medytacją. Już wewnętrznie przygotowani bierzemy wieczorem oczyszczającą kąpiel.

Przygotowujemy ją w następujący sposób:
1. Zaparzamy 3 torebki szałwi w dwu litrowym garnku (zaparzamy, czyli zalewamy wrzątkiem), po czym wywar pozostawiamy pod przykryciem na około 20 minut. Nie gotujemy!
2. Temperatura przygotowywanej kąpieli nie może przekraczać 39 stopni Celsjusza. Do wanny wlewamy przygotowany uprzednio wywar i wsypujemy 2 łyżki soli kamiennej. W przypadku braku w sklepie polecam rozszerzyć poszukiwania pytając o solankę w aptece.
3. Uzupełniamy wodę w wannie (pamiętając o utrzymaniu należytej temperatury tak by woda po zanurzeniu naszego ciała sięgała mniej więcej odrobinę wyżej od splotu słonecznego).
4. Przygotowujemy sobie gąbkę oraz miseczkę z solą kamienną tak by mieć ja „w zasięgu rąk” w czasie kąpieli.
5. Dla pogłębienia relaksu możemy zabrać ze sobą do łazienki swoją ulubioną muzykę.
6. Obowiązkowo zapalamy 4 świece.

W tak miłej atmosferze spędzamy w wodzie mniej więcej 25-30 minut. W ten sposób oczyszczamy ciało i umysł z negatywnych energii starając się o to, by wszystkie te toksyny odeszły do otaczającej nas wody.Na zakończenie wodnych ablucji bierzemy sól na namoczoną gąbkę i tak przygotowaną myjką delikatnie przecieramy całe ciało. Pisząc całe ciało mam dokładnie to na myśli. Sól ma oczyścić nas od stóp do głów, od palców nóg do czubka głowy. Głowę i twarz zostawiamy na końcu, ponieważ wpływająca sól do oczu nie jest niczym przyjemnym. Po dokładnym spłukaniu soli bierzemy 40-50 sekundowy zimny prysznic. Co prawda nie jest to dla osób nieprzyzwyczajonych zbyt przyjemne, ale jest koniecznością do zakończenia oczyszczającej kąpieli. Zimna woda daje nową dawkę energii w zastępstwie wszystkich śmieci wypłukanych w trakcie kąpieli, poza tym zamyka łuski naszej tarczy energetycznej.Po prysznicu suszymy ciało ręcznikiem pamiętając o tym, by nie nacierać się ręcznikiem a raczej pozwolić mu na to, by wchłonął nadmiar spływającej po naszym ciele wody. Po tym zabiegu udajemy się na spoczynek. Przed zaśnięciem radzę poprosić swoją podświadomość o wsparcie w poszukiwaniu drzewnego przyjaciela. Dla pewności, że obudzimy się o odpowiedniej porze nastawiamy budzik na taką porę byśmy mogli ruszyć do lasu wtedy, gdy jeszcze śpi, czyli przed świtaniem. Po obudzeniu zabieramy ze sobą: wodę oligoceńską, odrobinę tytoniu, chleb, świecę woskową, zapałki, ulubione kamienie, a także notatnik i coś do pisania. Nie zawadzi dla pewności zabrać ze sobą ciepłe ubranko i śpiwór.

Wychodzimy z domu i zaczynamy swoją podróż. Idziemy jakby bez celu, nie zaprzątnięci żadnymi otaczającymi problemami. Czyści idziemy na spotkanie z przyjacielem, który gdzieś na nas czeka. Idziemy – nie idąc patrzymy – nie patrząc. Czekamy na to olśnienie, które powie nam, że to właśnie to. Z drugiej strony musimy być uważni, bo może się okazać, ze nasz przyjaciel stoi i czeka na nas od lat. Może się okazać, że mijaliśmy go wielokrotnie w drodze do pracy czy sklepu. Idziemy gdzie nas oczy poniosą. Oczywiście najlepiej, jeżeli nasze drzewo znajdziemy w środku lasu. Tam będziemy mieli pełen komfort i bezpieczeństwo. Tam nikt nie będzie nam przeszkadzał w spotkaniach, ale jeżeli będzie inaczej nie należy się tym przejmować. Bardzo ważnym elementem na początku poszukiwań jest przywitanie się z leśnym sanktuarium. Gdy przechodzimy przez linię drzew witamy je wszystkie, pozdrawiamy śpiewnym zaśpiewam lub pokłonem. Możemy również po prostu w myślach przedstawić się, przesłać powitanie i wyjaśnić podwód naszej wizyty. Najlepiej, by nastąpiło to w momencie świtania. Las dzięki takiemu zachowaniu będzie wiedział, że wchodzi na jego teren sprzymierzeniec, który będzie szanował panujące tam prawa. Zaraz potem drzewa strażnicy ze ściany lasu przekażą szumem liści w głąb matecznika wiadomość o zbliżającym się wędrującym poszukiwaczu. Od razu poczujemy się w lesie inaczej, poczujemy się jak zaproszony, dawno nie widziany gość. W innym wypadku możemy zastać naokoło siebie niemą ciszę, albo coś na kształt odpychania lub wrogości. Idziemy, gdzie nas oczy poniosą, idziemy jakby bez celu. Nasza wędrówka może trwać kilka godzin, ale również może zakończyć się bardzo szybko.

W pewnym monecie staniemy przed drzewem, które przykuje nasz wzrok, może temu towarzyszyć zachwyt, ciepło, radość a nawet cudowna rozkosz rozlewająca się po całym ciele. Po prostu wewnętrzny głos powie, że jest to to drzewo a nie inne. By sprawdzić, czy jest ono gotowe do przyjaźni, czy nas się nie boi witamy go serdecznie. Robimy to tak jak witamy dawno nie widzianego przyjaciela, jednocześnie przedstawiamy się. Po czym stajemy pod drzewem w pozycji runy elhaz (algiz) i z wyciągniętymi ramionami patrzymy na gałęzie naszego drzewa. Jeżeli drzewo jest wypoczęte i zdrowe, jeżeli będzie gotowe na kontakt w pewnym momencie poczujemy na dłoniach coś jakby lekki podmuch, rodzaj muśnięcia lub ciepła. W tym samym momencie gałęzie naszego drzewa poruszą się w widoczny sposób jakby chciały nas dotknąć. Czasami bywa tak, że mimo wiatru drzewo tak się z nami wita. Jeżeli gałęzie Cię dotkną, to jest to znak szczególnej życzliwości ze strony drzewnego przyjaciela. Zapamiętajcie ten rytuał, w ten sposób zawsze możecie się witać.

Drugą metodą sprawdzenia, czy drzewo nie jest zajęte swoimi sprawami jest test brzozowej kory. W czasie wędrówki po lesie odnajdujemy brzozę (zwaną również białą damą lasu) i odrywamy z jej korowego płaszcza cieniutki niby pergamin, długi na 7-9 cm skrawek. Pamiętajmy o tym, by podziękować Jej za ten dar i zostawmy w załomach kory odrobinę tytoniu, polewamy także jej nogi odrobiną wody. W momencie, gdy chcemy sprawdzić swoje upatrzone drzewo bierzemy brzozową korę w palce prawej ręki. Robimy to tak, by jeden koniec wstążki był luźny. Po czym pytając wybrane drzewo o pozwolenie zbliżamy nasz tester do pnia. Bez względu na warunki pogodowe (wiatr, deszcz itp.) gotowe do przyjęcia nas drzewo będzie przyciągać nasze „urządzenie” do siebie. Ten swoisty test należy powtarzać przy każdym spotkaniu. Pamiętajmy, że drzewo jest żywą istotą. Nawet, jeżeli odwiedzamy przyjaciół i znajomych do dobrego tonu należy najpierw zadzwonić i upewnić się czy swoją wizytą nie zrujnujemy ich planów. Tak samo zachowujemy się podchodząc do drzew, w myśl zasady nie rób drugiemu, co tobie nie miłe. Kolejnym krokiem w kontakcie z drzewem będzie zapoznanie się z jego otoczeniem. Przyjrzyjmy się jak wygląda ściółka wokół niego, przyjrzyjmy się czy ono samo czegoś nie potrzebuje, czy nie niszczą go żadne szkodniki, czy w jego gałęziach nie mieszkają skrzydlaci sprzymierzeńcy. Pamiętaj, jesteś w obrębie czyjegoś domu, zachowuj się z ogładą i wyczuciem człowieka kulturalnego. Przyjaźń to bezinteresowne działanie dwóch osób, to otwartość, ciepło, radość dawania siebie. To wzajemne opiekowanie się sobą.

Drzewo, przed którym stoimy będzie schronieniem, azylem i doradcą. Jednak musimy mu również coś ofiarować w zamian, bowiem przyjaźń nie polega tylko na braniu. Przyjdzie być może czas, że będziemy potrzebni swemu drzewnemu bratu, że będziemy musieli go chronić i osłaniać, że będziemy walczyć ze szkodnikami, że będziemy przynosili mu wodę opatrywali rany pękniętej kory, lub połamanych przez wiatr i wandali gałęzi. Gdy pierwszy raz stoisz przed swoim drzewem zadaj sobie pytanie, czego może ono potrzebować. Ty szukałeś Jego, Ono wezwało Ciebie. Od tej pory stanowicie parę, która z czasem stanie się jednością. Po tym zapoznaniu przedstaw się swemu dobroczyńcy i kompanowi. Zostaw przy korzeniach odrobinę wody, tytoniu i chleba. Dziękując za przyjęcie możesz udać się do domu.

Oczywiście niecierpliwi będą pragnąć czegoś więcej. Będą pragnąć bezpośredniego kontaktu, ale nie bądźmy w gorącej wodzie kapani. Poczekajmy na kolejny krok do następnego spotkania. Na razie powinno nam wystarczyć to, że odnaleźliśmy swoje drzewo. Wracamy do domu. Postaraj się zapamiętać drogę do tego miejsca. Zapamiętaj drogę do swego drzewa, byś później nie błądził. Pamiętaj. Gdyby to jednak nastąpiło, zawsze wchodząc do lasu możesz wezwać swe drzewo, by prowadziło Cię do siebie. W domu postaraj się dowiedzieć jak najwięcej o swoim drzewie, kiedy budzi się ze swego zimowego snu, kiedy kwitnie, jakie miejsca najbardziej lubi, jakie jest jego zadanie i miejsce w ekosystemie lasu. Jakich ma wrogów i przyjaciół?

Ostatnia uwaga. Na opisane powyżej poszukiwania najlepiej wybrać się zaraz po nowiu, w okresie wiosenno – letnio – jesiennym. Zimą kontakt z drzewami jest osłabiony ich odpoczynkiem i ospałością wynikłą z cyklów wegetacji przyrody. Co nie znaczy, że drzewa w zimie zasypiają.

Z doświadczenia wiem, że niecierpliwość jest ludzką cechą. I tak wiem, że większość z was przejdzie o krok dalej, czyli do: Pierwszego prawdziwego kontaktu ze swoim drzewem, ale o tym w następnym rozdziale. Zapraszam.